Długo zastanawiałam się czy czytać tę książkę. Przeczytałam i nie żałuję. Właściwie to skończyłam ją 15 min temu i zmusiłam się napisać recenzję przed rozpoczęciem czytania drugiej części. Bo wtedy nic by mnie nie odciągnęło.
Stron jest 615 w mojej wersji, ale czyta się ją bardzo szybko. Mnie zajęło troszkę ponad 2 dni przeczytanie całości. Napięcie czuje się od pierwszej do ostatniej strony. Mam lekki niedosyt, ale druga część na pewno rozwiąże mój problem.
Jeżeli chodzi o treść:
W Perido Beach pewnego dnia znikają wszyscy, którzy skończyli 15 lat. Na dodatek miasteczko zostaje zamknięte w czymś w rodzaju osłony. (Kto oglądał Simpsonów to wie :D mnie się od razu z nimi skojarzyło) Z miasteczka nie można wyjść i nie ma kontaktu ze światem zewnętrznym. Nikt nie wie dlaczego.
Na początek dochodzi do walki o władzę. A potem już wydarzenia idą z górki, bo w sumie o tą władzę cały czas się rozchodzi. Doskonale pokazane są emocje dzieci. Widać ich przemianę. Podczas, gdy jedni robią wszystko, aby pomóc reszcie, inni wolą zajmować się sobą, władzą i terrorem. Zastanawialiście się, co się stanie, gdy trzynastolatek dostanie pistolet i poczuje władzę? Nie? To polecam książkę.
Dla mnie najbardziej irytującą postacią jest Quinn. Zmienia się jak chorągiewka na wietrze i nie potrafi podołać żadnemu zadaniu. Oj sporo się przez niego sypnęło, sporo.
Astrid i jej komentarze też były wytrącające, ale to akurat była rzecz, do której czytelnik się przyzwyczaja i przestaje razić tak bardzo.
Pierwsza część pokazuje najbardziej ogólny obraz sytuacji, która pewnie będzie się rozwijać dalej. Tajemnicze moce dzieciaków i "ciemność" zostały tylko trochę zarysowane. A ja z niecierpliwością chciałabym dowiedzieć się o nich więcej.
Więc nie pozostaje mi nic innego tylko czytać dalej.
Zdjęcie:
KDC